CZY WSZYSTKO ZAGINĘŁO Z MALECHOWSKIEGO KOŚCIOŁA ?
Na naszej stronie
internetowej od pewnego czasu czytelnicy mogą zapoznać się z przedwojennym
inwentarzem naszej świątyni. Spostrzegawczy czytelnik może zapytać, czy
rzeczywiście okres komunistyczny przyniósł całkowitą zagładę wszystkim sprzętom
ruchomym i czy nie znalazła się ani jedna osoba, która by uratowała choć jedną
kościelną rzecz?
Po zakończeniu II
wojny światowej opuszczająca parafię ludność zabierała ze sobą najcenniejsze
rzeczy. Tak też wiadomo, że w Kluczborku (Polska) w Straży Pożarnej zachował
się jeden z trzech sztandarów.


W następstwie
świątynia ulegała stopniowemu niszczeniu. Tak było i w Malechowie. Palono
ołtarze i figury. Zgodnie ze świadectwami miejscowych mieszkańców, w tym
szczególnie pełne w ujęciu Stanisławy Bosej (ur. 1937 roku), zmarły już
Wołodymyr Bryk, mając wówczas 12 lat widział jak palono kościelne precjoza. Podszedł
i wyniósł ze świątyni obraz św. Rodziny z bocznego ołtarza. Przez pewien czas
ten obraz miał zajdować się w jego domu. Jednak przez szczupłość budynku
malowidło zaniesiono do miejsowej cerkwi, aby w przyszłości jeśli powróci
łacińska świątynia ten obraz mógł wrócić na swoje miejsce. Obecnie znajduje się
w świątyni greckokatolickiej, a w czasie koronacji tego obrazu ani słowem nie
wspomniano o jego prawdziwym pochodzeniu. Dodano jedynie w wywiadzie, choć
nieprawdziwą od samego początku informację, że ten obraz był w cerkwi zawsze.
Prawda jest taka, że jest to obraz który pochodzi z rzymskokatolickiego
kościoła Malechowa i umieszczony był jako zasuwa bocznego ołtarza p.w. św.
Rodziny. 
Tak samo i
krucyfiks z babińca cerkiewnego, to krzyż pochodzący z tego samego ołtarza
kościoła.

Na dzwonnicy cerkiewnej
znajduje się jeden z dwonów kościelnych.
W cerkwi znajdują się także dwie figury (feretrony)
Najświętszego Serca Pana Jezusa i Matki Bożej. Zgodnie z wolą przechowujących
ich w okresie komunistycznym mieszkańców Malechowa, miały być zwrócone do
naszej świątyni. Gdzie jest sprawiedliwość? Pamiętajmy: „Res clamat Domini!” –
czyli „Rzecz woła swego Pana”.

Tyle lat już jest
czynna nasza świątynia, tyle lat zwracano się o zwrot tych precjozy, dlaczego,
zatem duchowni zwierzchnicy tamtej wspólnoty, są tak dłusi na głos
sprawiedliwości historycznej? Gdy tej małe wspólnocie łacińskiej w okresie
komunistycznym odebrano niemal wszystko, dlaczego dziś odmawia się tej reszty?
Ks.
Marian Skowyra
|